Halloween po polsku, czyli 15 najbardziej przerażających polskich piw

Cudze chwalicie, swego nie znacie. Obserwując postępującą fascynację kulturą zachodu, to powiedzenie niezwykle często ciśnie się na usta. Równie często w codziennym życiu, jak i w sytuacjach związanych z piwem. (Ile razy słyszeliście, że polskie piwo to gówno, nie to co czeskie, czy niemieckie?) Obecnie cała piwna Polska (jak i świat) zapatrzona jest w rewolucyjne piwowarstwo amerykańskie, co w połączeniu z miłością Polaków do wszystkiego co związane z jankeską kulturą, tworzy mieszankę wybuchową w postaci piw dyniowych, odpalaną dokładnie w dniu 31 października.  

Nie mam nic do piw dyniowych, nie mam też w sumie nic do Halloween, choć sam nie obchodzę (chyba, że coroczne wyjście ze starymi znajomymi na piwo można uznać za obchodzenie). Jednakże moim zdaniem, nie jest żadnym wyczynem zapijanie się tego dnia pysznymi amerykańskimi pumpkin ale, czy też równie udanymi ich polskimi odpowiednikami. Prawdziwym wyczynem i mistycznym przeżyciem Halloween byłaby impreza z udziałem przynajmniej kilku piw z listy, którą przedstawię poniżej.

Zanim jednak rozpocznę moje subiektywne zestawienie, pragnę nadmienić, iż nie w każdym przypadku o obecności piwa w klasyfikacji świadczy jego smak. W doborze piw kierowałem się przede wszystkimi wspomnieniami, i to w oparciu o nie wybrałem piwa, które utkwiły mi w pamięci jako najbardziej osobliwe, intrygujące, przerażające, nietypowe, czy też najbrzydsze wizualnie. Oczywiście nie dało się pominąć również i takich, które przerażały smakiem i zapachem, bo takich niestety było najwięcej.

Jeśli więc już tak bardzo chcesz strugać twardziela lub uczcić to amerykańskie święto strachu, to zapomnij o piwach dyniowych, tandetnych przebraniach i marnych horrorach. Poczuj smak prawdziwego przerażenia, którego wcale nie musisz szukać daleko, gdyż rodzime browary zapewnią Ci go w całkiem sporych ilościach.

15. Kormoran – Gruit Kopernikowski

Piwo z lawendą. Jak to będzie pachnieć? Preparat na mole, mydło? Szampon? Pamiętam, że z drżeniem rąk odbierałem szklankę od barmana. Ale i z też niemałym zaciekawieniem. Koniec końców piwo okazało się być bardzo ciekawe, wcale nie mdłe, a wręcz przeciwnie, kwaskowe z bardzo fajną piołunowo-grejpfrutową goryczką. Pewnie więcej niż jednego bym nie wypił, ale nie można nazwać go eksperymentem nieudanym. Warto jednak czasem zebrać się na odwagę. Ciekawe, czy posmakowałoby bohaterowi książki i filmu „Pachnidło”. 🙂

14. Tatra Grzaniec

Dla mnie twór straszliwy, nieprzyswajalny w żadnej formie, choć znałem takich, którym smakował nawet na zimno. Być może w tym miejscu znalazłby się Harnaś Grzaniec, ale tego już nie próbowałem zrażony propozycją Tatry. Co ciekawe kiedyś z dziewczyną znaleźliśmy butelkę przeterminowaną o rok. Zrobiliśmy po łyku i zgodnie stwierdziliśmy, że jest lepsze. Ale na wszelki wypadek, na łyku postanowiliśmy poprzestać.

13. Wojak Radler

Vel koszmar rowerzysty. Jeśli kiedykolwiek wypiłbym to coś podczas wycieczki rowerowej, to prawdopodobnie podczas reszty trasy wyglądałbym jak dziewczynka z „Lśnienia” z Jackiem Nicolsonem. Koszmarnie chemiczny smak oranżady z najniższej półki. Tragedia.

12. Strzelec (?) – Argus Strong

W sumie nie wiem już kto to obecnie produkuje. Piwo piłem w lutym 2011 roku, więc już dość dawno temu, wtedy producentem był chyba Strzelec. Nie wiem, jak jest obecnie, nie chcę sprawdzać, ale zapamiętałem je jako bezzapachowego, cholernie alkoholowego, spirytusowego mózgotrzepa. Chyba dalej takim jest, gdyż po Carlsbergu jest to drugie najczęściej spotykane piwo na Woodstocku. 🙂

Strzelec, Argus Strong (Kopiowanie)

11. Sulimar – Małe Mocne

W sumie zastanawiałem się, czy nie umieścić tutaj tego. Ale po chwili namysłu stwierdziłem, że po pierwsze to jednak nie jest piwo, a po drugie, za bardzo namieszałoby w ścisłej czołówce rankingu. 😉 Piwo Małe Mocne jest dokładnie tym, co zapowiada jego nazwa, jednakże nie udało się uniknąć bonusów w postaci ścierowato-warzywnego zapachu i mdłego, zalegającego na żołądku selerowego smaku. Sytuacji nie poprawia fatalna piana, ani fakt, że piwo jest tylko 0,33l. To i tak o jakieś 0,33l za wiele.

Sulimar, Mocne Małe (Kopiowanie)

10. Jabłonowo – Strong (PET)

Strong w pecie, to brzmi dumnie. Niestety w tym przypadku rzeczywistość okazała się brutalna. Brak piany, słodki, sztuczny, miodowy zapach, smak słodko – spirytusowy, praktycznie zerowe wysycenie i koszmarna etykieta czynią z tego piwa jedno z najbardziej przerażających produktów na polskim rynku. No ale pierwszej dziesiątki nie może otwierać byle kto. 🙂

9. Głubczyce – Gold Kegel

Gdybym był złośliwy, mógłbym napisać, że w tym miejscu mógłbym wstawić każde piwo z Głubczyc. Ale, że nie jestem, wybrałem jedno. Nie da się ukryć, że są piwa z tego browaru, które są nieco lepsze, jest też jedno takie, które jest jeszcze gorsze, ale o tym później.

Gold Kegel teoretycznie powinien być fajnym piwem. Lekkie (3,5%), orzeźwiające, rześkie, pijalne. Nic z tych rzeczy. Chociaż nie, piwo jest lekkie. Amerykańska przypowieść o seksie w kajaku ma w nim swoje całkowite ucieleśnienie. Nawet jego kolor znajduje się niepokojąco blisko wody i nie wiem, czy w lekkim półmroku byłbym w stanie je od wody odróżnić. Zapach? To dopiero feeria! Proszek do prania, płyn do mycia naczyń piana zdecydowanie świadczy o tym drugim). Generalnie poezja! A smak? Cóż, na wodzie z kranu wyszedłbym zdecydowanie lepiej. Jak pisałem prawie 3 lata temu w swoich notatkach, jest to „bezalkoholowy wyrób piwopodobny o smaku gazowanej wody z kranu, który zaraz po otwarciu należy nalać po ściance do najbliższej sprawnej muszli klozetowej, po czym oddać jego walory w posiadanie miejskiej kanalizacji.” Prawda, że brzmi zachęcająco? Puszeczka też niczego sobie. 🙂

Gold Kegel

8. Imielin – Złoty Orzeł

Porównałbym to piwo do naszej reprezentacji kopanej, tyle, że tam nie ma chemii. Tutaj jest, razem z jakąś warzywną kiszonką. W smaku powtórka – kiszonka, warzywa, ogóry. Prawdziwy koszmar, do którego bałby się zajrzeć nawet Freddie Kruger.

Imielin, Złoty Orzeł

7. Dionizos – M3, czyli miętowa wpadka (browar nieznany)

M3 – Miętowa wpadka, czyli mięta, miód i malina. Czyżby twórcy inspirowali się Pilipiukiem i jego „Wampirem z M-3”? Browar nieznany, bo przecież Dionizos to nie żaden browar, tylko twór zlecający produkcję swych potworów innym browarom. Właściwie w miejsce M3 mógłbym wstawić każdy produkt spod znaku radomskiego pseudobrowaru, ale jednak M3 to zdecydowanie ich Opus Magnum. Szkoda tylko, że ludziom jakoś najwyraźniej nie posmakowało, bo chyba zniknęło z rynku. Z tego co pamiętam, sam smak tego piwa nawet nie był tak straszny, jak sama idea połączenia tych trzech smaków w jednym piwie. Nie zdziwiłbym się, gdyby piwo było zainspirowane „Wampirem z M-3” Pilipiuka.

 6. Antidotum – Dunkel

Pamiętacie jeszcze ten browar? Odtrutka na piwną nudę… Faktycznie, z jego wyrobami nie sposób było się nudzić. W końcu rzadko trafia się ciemne piwo o zapachu kiszonej kapusty i ogórków, a smaku gotowanego kalafiora. Powiecie pewnie, że nie ma się czego bać, bo Antidotum dawno już padło i zniknęło z rynku. Odpowiem, że nic bardziej mylnego, gdyż ostatnio w niektórych sklepach pojawiła się kolejna partia…

Bartek, [Antidotum] Prawdziwy Dunkel

5. Kormoran – Orkiszowe z czosnkiem

Pamiętam, jak rok temu, już po ogłoszeniu premiery piwa, wciąż nie mogłem uwierzyć i byłem niemal pewien, że to muszą być jakieś jaja. Jednak piwo, ku zdumieniu wielu, faktycznie trafiło do sklepów i co jeszcze bardziej zadziwiające – nie było wcale złe! Mało tego, zostało przyjęte na tyle dobrze, że browar postanowił powtórzyć je w tym roku. Więcej o Orkiszowym z czosnkiem przeczytacie tu, a już wkrótce znów będzie można spotkać je w sklepach.

4. EDI Niefiltrowane

Pierwsze z dwóch piw z tej listy, których nie miałem okazji pić. Ale patrząc na samo zdjęcie, które niegdyś znalazłem na facebookowym profilu bloga smaki-piwa.pl, od razu przestaję tego żałować. Jeśli kiedyś je spotkam, to kupię. Tylko po to, by sprawdzić, czy będzie się dało przefermentować nim brzeczkę piwa domowego.

źródło: facebook.com/smaki.piwa

źródło: facebook.com/smaki.piwa

3. EDI Czekoladowe

Płynne złoto błoto ze słynnego wielkopolskiego browaru. Za moimi notatkami z roku 2011: „Błotnisty, brudny, brzydki, mętny, z jakimiś grudami pływającymi i lepiącymi się do dna i ścianek, w butelce zostają ślady jakiegoś nierozpuszczonego proszku kakaowego.(…) Pierwszy raz zdarzyło mi się, aby nawet przy burzliwym nalaniu nie osiągnąć choćby milimetra piany. (…) Zapach słodki, czekoladopodobny (…) Wygazowany ulepek. To coś smakuje jak rozcieńczony budyń czekoladowy. (…) Piwo nie zawiera CO2. Wysycenie jest tak niskie jak w resztkach napoju z 2litrowej butli PET. (…)”. No i jeszcze ta etykieta…

EDI, Czekoladowe (Kopiowanie)

2. Browar Głubczyce – Pils Export

Do niedawna najbardziej przerażające piwo, jakie dotąd w życiu spotkałem. Pierwsze spotkanie wspominam traumatycznie. Drugie – przeprowadzone specjalnie na potrzeby bloga, było nieco łagodniejsze, ale nie zatarło bolesnych wspomnień. O szczegółach poczytacie tutaj.

1. Grybów – Pilsweiser Aloes & Curacao z miodem

Jeszcze niedawno najgorszym i najbardziej przerażającym piwem, jakie przychodziło mi do głowy był opisany wyżej Pils Export. Jednak całkiem niedawno, po latach panowania, został on zdetronizowany przez najnowszy wypust browaru Grybów. Piwo Aloes & Curacao z miodem samą nazwą i wyglądem przeraziło mnie na tyle, że nie odważyłem się go kupić i spróbować. Mimo, że próbowałem już wiele, w tym momencie jednak doszedłem do granicy mojej piwnej eksploracji. Granicy, której nie mam zamiaru przekraczać, bo po prostu się boję.

Bartosz Nowak View more

Jeśli spodobał Ci się mój tekst, podziel się nim ze znajomymi, poprzez jeden z kanałów powyżej.
Będzie to dla mnie świetna nagroda i motywacja do dalszej pracy.
Aby być na bieżąco z kolejnymi wpisami, daj mi suba! :)
Znajdziesz mnie m.in. na facebooku i twitterze:

10 comments

  1. Nie piłem żadnego z tych „piw”. Czy jestem szczęściarzem? Swoją drogą, jeśli były naprawdę takie paskudne to wyrazy współczucia dla żołądka i wątroby

  2. browar grybów był zawsze dla mnie poronionym wynalazkiem (a mam go „za miedzą”), ale wydaje mi się, że mimo wszystko wypada wiedzieć, czemu się czegoś nie lubi… może jednak zostanie zdegustowane w najbliższym czasie? ]:->

  3. Jeśli chodzi Argusa to teraz warzony jest w Jędrzejowie w browarze Van Pur. Ale nadal nie jest on najlepszy. Spróbuj sobie Strzelca z Jędrzejowa, bo nie jest znowu taki najgorszy:)

  4. Odnośnie Gruita- wypiłem już z 15 butelek. Kiedyś 3 pod rząd. Bardzo mi smakuje:)
    Czosnkowe kilka razy pite i ..bardzo dobre-aczkolwiek specyficzne.
    Ja bym tu dał Koreba -to dopiero dla mnie postrach-ale to dlatego ze Ediego nigdy nie próbowałem:)

  5. Do zestawu dodałbym jeszcze Lubuskie Pszeniczne, Barowe Mocne no i Maxi King. Paru nie piłem z listy bo w puszkach li tylko są;) a ja etykieciarz jestem.

  6. Pilsweiser Aloes & Curacao z miodem… wow! To jest wyzwanie! Prezent od Ciebie w postaci Pilsa Exporta piłem z Mirkiem w leżakowni Olbrachta… Do dziś pamiętam ten zapach brudnej, starej szmaty, którą wytarto rzygowiny z nieprzetrawionych, spleśniałych warzyw. Łezka się w oku kręci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *