Kocham amerykańskie chmiele!

Amerykańskie chmiele są zajebiste. Piwa na amerykańskich chmielach są zajebiste. Browary warzące piwa na amerykańskich chmielach też są zajebiste.

Uwielbiam piwa z nowofalowymi odmianami chmielu. Piję je stosunkowo dość często, choć nie codziennie. Bo mimo, że je lubię, to nie zawsze mam na nie ochotę.

A wiecie, co robię, kiedy nie mam na nie ochoty?

Kurczę, nie zgadniecie.

Kupuję sobie piwo bez amerykańskich chmieli!

Serio.

Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale w sklepach z piwami naprawdę bez problemu można kupić piwa bez amerykańskich chmieli. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że w zdecydowanej większości sklepów z piwami można kupić piwa bez amerykańskich chmieli.

Dlatego, jak mam ochotę na piwo bez amerykańskich chmieli, to idę do sklepu i takowe sobie kupuję.

Nie wypisuję lamentów w internetach, że oto IPA się jaśniepanu znudziła, że wszyscy są be, bo walą do piwa tylko amerykańskie chmiele, że nie mam co pić, bo gdzie nie spojrzę, tam IPA-sripa, i że w ogóle to już mam dreszcze, koszmary i krztuszę się żołcią na samą myśl o perfumowych cytrusach.

Nie. Po prostu kupuję, piję, cieszę się chwilą, jestem szczęśliwym człowiekiem.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że śmieszą mnie coraz częściej pojawiające się głosy malkontentów narzekających na przesyt ajp. Śmieszą mnie wielcy kontrrewolucjoniści, którzy jeszcze nie dalej, jak trzy lata temu sikali z wrażenia po pierwszym spróbowaniu Ataku Chmielu, a dziś czują nieodpartą tęsknotę za hefe-weizenem, czy pilsem i równie nieodpartą potrzebę obnoszenia się z nią przy każdej możliwej okazji. Bardziej wybredni lamentują, że zamiast kolejnego amerykańca, rzemieślnicy/kontraktowcy mogliby przecież uwarzyć bittera, milda, doppelbocka, dubla, tripla, quadrupla, czy jeszcze innego chujwdupla.

Otóż zaskoczę Was. Próbowali.

Krótka sesja odświeżania pamięci. Dwa przykłady (już chyba kiedyś ich używałem):

Artezan. Zaczynał z misją warzenia klasycznych piw belgijskich i brytyjskich. Belgijskie zapędy skończyły się na witbierze i dubbelu. Trochę dłużej utrzymało się brytyjskie IPA. Obecnie żadnego  z tych piw nie ma w ich ofercie (poza sporadycznymi warkami Wita), jest za to święcący triumfy Pacific (stanowiący zdecydowaną większość produkcji browaru), amerykańska IPA oraz niedawno rozpoczęta seria IPA Tour.

Drugi przykład: Pracownia Piwa. W założeniu klasyczne brytyjskie style. Dziś mają na koncie piwa w takich stylach, jak America Wheat, American Stout, Wit IPA, American Pale Ale i American India Pale Ale.

Jak to jest możliwe, że żaden z wielce oświeconych głosicieli antyamerykańskiej ewangelii nie wpadł na to, że dopiero po pojawieniu się takiego piwa jak Pacific, Artezan mógł powrócić do warzenia niszowych stylów belgijskich i brytyjskich, czy eksperymentować z dębowymi beczkami, leżakując w nich Chateau i RISa? To dzięki Dwóm Smokom, Crackowi, czy Hey Now, Pracownia Piwa może pozwolić sobie na uwarzenie wyczekiwanego RISa, Barley Wine, czy też piw w mniej popularnych i mniej chwytliwych klasycznych stylach brytyjskich.

Owszem, piwna rewolucja to nie tylko amerykańskie chmiele, ale to właśnie one tę rewolucję rozpoczęły i to one wciąż ją napędzają. Zrozumcie to. Narzekacie na przewagę piw chmielonych po amerykańsku względem tradycyjnych stylów, zapominając, że gdyby te pierwsze nigdy się nie pojawiły, to do dziś stalibyśmy w sklepie przed dylematem: Noteckie Jasne, czy Ciechan Miodowy.

Dlatego też głosy krytyki wobec nowych projektów, za wtórność i pójście na łatwiznę, dobitnie obnażają wąskotorowy sposób myślenia jej autorów. Przecież ludzie, którzy dopiero co zainwestowali kupę kasy w nowe przedsięwzięcie muszą od czegoś zacząć. Od czegoś, co się dobrze i szybko sprzeda. Od czegoś bezpiecznego, co na pewno zatrybi. To do cholery z czym oni niby mają wystartować? Z pilsem? A może od razu z lambikiem? Dwa latka w tą, czy w tą, nie ma różnicy. Ważne, żeby ta 0,001% żelaznych klientów była zadowolona.

A nie, sorry. I tak nie będzie. Bo albo będzie za drogo, albo dupy nie urwie.

To jest biznes. A w biznesie chodzi głównie o to, żeby na koniec dnia być nad kreską. Także, bez urazy, ale dopóki rynek będzie chłonął amerykańskie chmiele, jak Grycanka pączki, dopóty Wasze żale nikogo nie będą obchodziły.

Peace!

Bartosz Nowak View more

Jeśli spodobał Ci się mój tekst, podziel się nim ze znajomymi, poprzez jeden z kanałów powyżej.
Będzie to dla mnie świetna nagroda i motywacja do dalszej pracy.
Aby być na bieżąco z kolejnymi wpisami, daj mi suba! :)
Znajdziesz mnie m.in. na facebooku i twitterze:

26 comments

  1. Myślę że gdybym miał pub serwujący głównie IPA, bywał w nim częściej niż 1 raz w tygodniu i pił więcej niż 2 piwa na raz -to też bym miał dośc piwa typu IPA. Ale że do sklepu daleko, pubu majacego coś innego niz tyskaczowarkookocim-jeszcze dalej -to ja tęsknię za IPĄ:)
    Jak tylko robie zakupy-to przynajmniej połowa piw to IPA -jak się da jakies nowe -ale biorę jak leci. U siebie zeby kupić IPA -to jedynie Atak Chmielu-jak akurat jedyny sklep ma.
    Dla mnie takie protestsongi są własnie w wykonaniu wielkomiejskich nowobogackich chłopaczków-co to ma za dużo czasu, kasy i zbyt wiele dobra dookoła siebie:) Jak by tak pocierpiał na odludziu -mając rodzinę na utrzymaniu -i wyszedł raz w miesiącu na te 2-3 browarki do pubu-to tylko by się cieszył że jest jakaś IPA -bo stouta (guiness)-to kupi w każdym sklepie -a na IPĘ to trzeba zapolować:)
    javiki

  2. Typowy Polak lubi piwa z sokiem więc amerykańskie chmiele do których zanosisz modlitwy świetnie się wpasowały w pszenno-buraczane gusta rodaków.

  3. Rozumiem, że nowo powstające browary muszą zarabiać, najlepiej na tym co się szybko i drogo sprzeda. Dlatego nieczęsto bywam w nowofalowych pubach, natomiast zapełniłem piwnicę własnymi wyrobami – głównie na kontynentalnych chmielach.
    Nie rozumiem natomiast idei organizowania konkursu dla piwowarów domowych, gdzie w brytyjskim stylu wygrywa piwo nachmielone wyłącznie amerykańcami.
    Amerykańce są lepsze, w ogóle „ą” i „ę”, ale gdzie tu sens? Nie oczekuję, że ktoś mnie oświeci, poddaję się i od przyszłego sezonu lecę na Mount Hoodach itp. 😛

        • No nie jest to do końca sprawiedliwe, ale z drugiej strony, styl to styl, a czym się go nachmieli, to już wola piwowara. A po co piwowar ma jeździć maluchem, skoro może wsiąść do Ferrari? 🙂

          Wszystko zależy jak się ocenia. Uważam, że akurat w takich konkursach sędziowie powinni trzymać się ram BJCP. Skoro w Brown Porterze nie ma być aromatów cytrusów i tropików, to takie piwo jest niestylowe i do widzenia. Ale jak widać różnie to bywa.

          • Ale maluchy z ferrari nie ścigają się w tych samych wyścigach tylko każde w swojej kategorii. Dla Hummera też musieli stworzyć osobną kategorię bo wszystkie inne terenówki zostawiała daleko w tyle.

            • No właśnie, tylko teraz jak to podzielić? Amerykańcami nie można chmielić, ale nowozelandzkimi czy australijskimi już tak, czy też nie? Albo ustalić, że można chmielić tylko brytyjskimi? A jak ktoś użyje amerykańca i odpadnie, to jak mu się to udowodni? Ciężki temat.

            • Wyjścia są dwa. 1) Ogłaszając konkurs np. na 14A wg BJCP trzymamy się wytycznych BJCP i nie ma opcji, że wygra piwo w stylu 10A, 14B lub 1C (wiem, przegiąłem). 2) Ogłaszamy konkurs na IPA w pewnych ramach zawartości ekstraktu i róbta co chceta byle pyszne wyszło, dozwolone chmiele z całego świata.

            • chyba stachu68 nie zaczaiłeś, jest podana receptura tego piwa, chmielu tam było tyle co kot napłakał, na aromat to już wcale, piwo miało 3 miesiące w czasie konkursu, 1 chmiel to pochodna angielskiego fuggle.
              Wg. mnie to tam liczyła sie temperatura fermentacji, drożdże, słody a nie ta mikroskopijna dawka chmielu, choć autor pewnie dlaczegoś takich użył.

  4. Ale czy trzeba wzywać zaraz do wrzucenia biegu wstecznego i wywalenia wszystkich ajp do kosza? Mówię od razu, że tu gdzie mieszkam nie mam nadmiaru ajp (a czasem chciałbym), jest inny problem nudy tych samym blondów, pseudo klasztorniaków, kiepskich krieków… W obu sytuacjach chyba jest wołanie o dywersyfikacje, a nie o rozbijanie ostatniej butelki panujących obecnie piw o ścianę.

    Coś o czym było wspomniane w tekście, zarabiajmy pieniądze na hajpie ajp, i wykorzystujmy to wkładając obok nich jakiegoś belga, stouta itp.

  5. Jako adwokat diabla trzeba przyznać, ze IPA i amerykańskie chmiele to świetny początek dla rewolucji piwnej. Szokujące, pyszne i aromatyczne. Natomiast jak się wyćwiczy apetyt na doborowe słody, chmiele i drożdże to będzie trzeba bardziej szokujących lub po prostu bardziej subtelnych stylów. Wystarczy przyjrzeć się bliżej typowemu amatorowi piwa w stanach : IPA i Stouty ok ale coraz bardziej w piwa sesyjne, kolsh, gose i oczywiście bretty. Dobrze, ze się niektórym tam nudzą chmiele amerykańskie. Chmiele z Niemczech czy Słowenii dają świetnie rade a jak nie , to czas kultywować mocno aromatyczne chmiele u nas.

  6. Nie mam nic do chmielu, zwłaszcza z ameryki, ale nie sztuką jest dowalić tyle, że język jest drętwy jak herbatka u teściowej, a goryczka zalega jak 200 kilowe 60-letnie Niemki na plaży w Kenii. A tak się często dzieje.
    Gdzie balans synu, gdzie balans??

      • Ja wiem co mam robic 🙂 ale szkoda mi tych młodych, wyhodowanych niedawno „hophedów”, co łykają wszystko jak młode pelikany, z butelki, wiadomo, żeby inni widzieli ze to aipa, czasem przez słomkę. A jak coś powiesz, to okazuje się że się nie znasz i dla ciebie jest widać za gorzkie, i że nie każdy może być „hophedem” bo z gorzkim kojarzyła trucizna już od czasów łowców mamutów i dzikich koni z okresu paleolitu itp.

  7. OK. lubię piwa chmielone z amerykańska. Prawdę mówiąc po każdej wizycie w sklepiku za rogiem jakaś IPA w siatce się znajdzie. Na własnym przykładzie muszę stwierdzić, że Twoja teza, iż browary warzą to, co się sprzedaje jest jak najbardziej prawdziwa. Jednak po przeczytaniu tekstu naszło mnie takie pytanie – jak to jest, że PINTA jeszcze dyszy? I dlaczego AleBrowar jeszcze jej nie „zdetronizował”?
    PS Oczywiście szacunek dla obu.
    PS2 Jak dla mnie – jak najwięcej PINT!

  8. Widzisz. Jeśli powoływać się na prawa rynku, to Polacy najchętniej piją lagera 😉 I po co jakaś rewolucja, dajcie żubra ciemnozłotego. To ludzie piją 😛

    I, żebyśmy się nie zrozumieli źle – większość sceptyków, z tego co zrozumiałem, lubi i pije amerykańce. Oni nie chcą embarga na Simcoe. Ale wkurza ich (może powinienem napisac nas?) nas coś innego. Przez ostatnich parę lat sporo się działo na scenie – i owszem bez ameryki nie byłoby rewolucji. I w ciągu pierwszych lat rewolucji wszyscy odkrywaliśmy duży, wcześniej słabo znany świat piwa. Ale od dobrych paru miesięcy sprawa wygląda tak:
    – jeżeli AleBrowar wypuści coś nowego, to i tak zagłuszy tego smak Ameryką (jak np. Brown Foot) Ok jest Ortodox (ale i on zaczynał od Ameryki).
    – jeżeli pojawi się nowy browar, to też od Ameryki zacznie i na Ameryce skończy (Birabant, Faktoria)
    – Jeżeli któryś z graczy regionalnych wprowadzi coś nowego… co tam ostatnio w BRJ? Mamy Jankesa, Grand Prix, Toporek, Black Ipa, Strażackie (akurat to ostatnie pokazuje, że można ameryki dać „Trochę”, tak że czuć coś poza nią). Bez Ameryki… Wielkopolskie i… kokosowe?
    – Nawet Witnica ma AIPĘ! Jeżeli nawet oni zrobili coś innego niż piwo z sokiem z kolejnego owoca to wierz mi, to już nie jest rewolucja 😛

    Rewolucja nas rozpuściła, był czas że wszystko było nowością. Teraz nowości zabrakło, a my dalej na nie czekamy. Przyzwyczailiśmy się do próbowana nowych stylów. To rewolucja wychowała mnie na w miarę świadomego piwosza. Ale jako piwosz świadomy wiem, jak ogromny jest świat piw. Wiem ilu jeszcze rzeczy nie spróbowałem, a chciałbym. I wiem, ze na AIPie się nie kończy. Mam rozbuchane oczekiwania, a dostaję kolejną prawie taką samą AIPĘ.
    Widzisz – mnie jeden Coffe Stout z Kormorana zelektryzował bardziej niż te wszystkie AIPY, które miały premierę w tym roku.
    No i jest PINTA – kochana, dobra PINTA. Warzy z Ameryką, warzy bez niej. Portfolio ma ogromne. Jest tam stary, dobry Atak, jest wędzona, jest rogen, jest rye… to jest właśnie to czego chcemy – różnorodna oferta. Piszesz, że warzy najwięcej Ataku. No i? Dla mnie nie ma to znaczenia, nie prowadzę rankingów. Dla mnie liczy się to, że dzięki PINCIE mam dostęp do wielu udanych, różnorodnych piw. I takiego rynku pragnę.

    Ale nie zrozummy się źle. Ostatnią AIPĘ piłem wczoraj. Z przyjemnością, jeśli o to idzie. Nie jestem wrogiem gatunku, nie jestem wrogiem Ameryki, jestem wrogiem monotonii.

    Ogólnie chmiele z USA są takim keczupem. Keczup nie jest przyprawą, jest głównym daniem. Wszystko co polejesz keczupem ma smak głównie keczupu. Tak samo jest z amerykańskimi chmielami – jak sypniesz ich uczciwie, to bardzo mocno dominują to o jest pod nimi. Przez co te piwa są bardzo podobne.

    Ponoć na zachodzie „Sour is new bitter!”. U nas jednak „Ameryka is new Miodowe!”.

  9. Amen. Podobne przemyślenia miałem ostatnio po dyskusji z kolegą, który płakał, że każdy nowy kontraktowiec/rzemieślnik w pierwszej kolejności warzy własnie piwa na hamerykańcach. Skoro rynek tego chce, to właśnie to nalezy warzyć. A że własnie dzięki tym chmielom można warzyć piwa wywalające z butów, to dlaczego tego nie robić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *