7 najbardziej wkurzających pytań o piwo

Każda osoba, która mocniej zaczyna interesować się piwem i próbuje zarazić swoją pasją znajomych lub rodzinę, zostaje zalana niezliczoną ilością mądrych lub mniej mądrych pytań dotyczących piwa. Niektóre potrafią być naprawdę ciekawe, twórcze i wymagające, zmuszające do poukładania myśli i ubrania ich w zrozumiałe dla laika słowa. Niestety, często trafiają się także te bardziej zabawne, a czasem wręcz irytujące. Prędzej, czy później (raczej prędzej) każdy spotka się z którymś z nich. Niewykluczone, że nawet ze wszystkimi.

Oto mój ścisły top najczęściej zadawanych, najbardziej wkurzających pytań związanych z piwem (kolejność przypadkowa).

1. A ile TO ma voltów?

Pytanie – zmora wszystkich piwowarów domowych częstujących swoimi wyrobami „małopiwnych” znajomych. Jego paradoks polega na tym, że akurat ten czynnik jest z reguły szacowany pi razy oko, bo rzadko który piwowar przywiązuje do niego wagę. I kiedy ten godzinami mógłby rozprawiać o zastosowanej kompozycji chmieli, dekokcji, czy flokulacji drożdży, to zamiast tego dostaje bombę między oczy w postaci pytania, na które de facto nie zna precyzyjnej odpowiedzi. Bo i gówno go ona obchodzi.

A potem zdziwienie:

– „Ale jak to? Sam pędziłeś i nie wiesz?” 

2. Pewnie nieźle kopie?

Trochę pokrewne do powyższego, ale jednak inne. Nie mam pojęcia skąd w ludziach przeświadczenie, że wszystkie domowe wyroby alkoholowe są znacznie mocniejsze, niż ich sklepowe odpowiedniki. Nie tyczy się to tylko piw. Każdy bimber ma „co najmniej” 70%, każda nalewka „co najmniej” 50%, każde wino pewnie ze 25%, a piwo to na bank z dychę, jak nic. No po prostu domowe to musi poniewierać.

Gdy odpowiadam ze spokojem, że jakieś 4 – 4,5%, widok rozczarowanego wyrazu twarzy interlokutora jest bezcenny. 🙂

3. A to taki porterek?

To w zasadzie nie do końca jest pytanie, a raczej reakcja niektórych na KAŻDE ciemne piwo. Najgorsze jest to, że ciężko wytłumaczyć, iż jednak jest inaczej, i że poza porterkiem jest jeszcze pierdyliard innych stylów ciemnego piwa.

Najlepszy przypadek miałem przy częstowaniu domowym milk stoutem. Kiedy wyjaśniłem spokojnie, że jednak to nie do końca jest „porterek”, tylko stout mleczny, z dodatkiem laktozy i palonego jęczmienia, dodałem wywód o innych stylach ciemnych piw, delikwent pokiwał głową na znak zgody i zrozumienia, po czym dodał:

– „No, no, właśnie mówię, takie porterowate trochę.”

Meh.

4. Ty codziennie pijesz?

Wchodzimy w moją ukochaną kategorię przyjacielskiej obawy o moje zdrowie. O ile w przypadku rodziców takie obawy są w pełni zrozumiałe, o tyle w ustach znajomych i przyjaciół brzmią wręcz groteskowo. W szczególności, znajomych „od kieliszka”.

– „Bo wiesz, ja to w tygodniu nie piję.”

A ja piję prawie codziennie. Tak samo, jak 80% populacji Francuzów, Niemców, Włochów, czy Hiszpanów. Z reguły piję jedno, dwa piwa. W trakcie mundialu pewnie średnio trochę więcej. Najczęściej wieczorem lub późnym popołudniem. Prawie zawsze jest to piwo, którego nigdy wcześniej w życiu nie piłem. Prawie zawsze robię notatki lub, ostatnio, nagrywam film. Pewnie, że się czasem przypadkiem napruję, ale prawie zawsze jest to efekt uboczny, a nie cel sam w sobie.

Czasem robię sobie dzień lub dwa dni przerwy, ale tylko w celu wzmożenia doznań smakowych. No i jeszcze gdy jestem chory. Wtedy picie piwa nie ma sensu. Nie lubię tych przerw, ale rzeczywiście, po nich często piwo smakuje lepiej.

5. Nie boisz się uzależnienia?

Dwa powyższe pytania najczęściej zadają ci, którzy przez cały tydzień zapierdzielają, z wytęsknieniem wyczekując piąteczku, kiedy to za swoje ciężko zarobione pieniądze będą mogli wreszcie zryć banię do nieprzytomności, a potem jeszcze w sobotę poprawić. W niedzielę się ogarniają i udają porządnych. W tygodniu alkoholu nie tkną, żeby się nie uzależnić. Bo przecież jak się otworzy jedno piwo, to już trzeba pić do porzygu, więc lepiej nie ryzykować.

Nie boję się uzależnienia, bo już dawno jestem uzależniony. Od dobrego piwa. Od chmielu. Od smaku. Od ludzi.

Ale przynajmniej nie kończę każdego tygodnia z głową w kiblu.

6. Ile miesięcznie wydajesz na piwo?

Moja ukochana odpowiedź:

– Nie więcej, niż Ty na fajki.

Checkmate.

7. Co kupić, żeby Cię nie obrazić?

Znajomy robi domówkę/spotkanie. I ma ze mną duży problem. To znaczy tak mu się wydaje, że ma.

A prawda jest taka, że skoro przez prawie całe studia łoiłem Tatrę z Żubrem i żyję, to nie umrę, jeśli teraz też wypiję na imprezie jakiegoś koncerniaka. Dopóki  impreza nie nosi tytułu „Panel degustacyjny” to naprawdę, nie ma żadnego problemu.

Napiszę więcej. Na imprezie czasem wolę wypić koncerniaka, bo bezrefleksyjnie wlewać w siebie jakieś dobre piwo byłoby mi po prostu szkoda. Na szczęście domówek i tego typu imprez jest u mnie jak na lekarstwo.

To na razie wszystkie pytania, które przychodzą mi do głowy, choć pewnie znalazłoby się jeszcze kilka. I mimo, że czasem, wzorem Kazika, chciałoby się „zakurwić z laczka i poprawić z kopyta”, to na każde z nich zawsze cierpliwie odpowiadam z uśmiechem na ustach. Bo szerzenie piwnej kultury, to właśnie w dużej mierze tego typu rozmowy i pytania.

Mam nadzieję, że powyższy tekst nikogo z moich znajomych nie dotknął osobiście, jeśli tak, to przepraszam. Jest on oczywiście napisany pół-żartem, pół-serio, z dużym przymrużeniem oka, a tytułowe „wkurzenie” jest bardziej figurą retoryczną, niźli wyrazem rzeczywistego zdenerwowania. Bardzo lubię odpowiadać na nawet najdziwniejsze pytania związane z piwem i tego typu rozmowy zawsze wspominam z sentymentem.

Jeśli znacie jakieś inne „wkurzające” pytania o piwo, dajcie znać w komentarzach. Może kiedyś powstanie druga część tego tekstu. 

Bartosz Nowak View more

Jeśli spodobał Ci się mój tekst, podziel się nim ze znajomymi, poprzez jeden z kanałów powyżej.
Będzie to dla mnie świetna nagroda i motywacja do dalszej pracy.
Aby być na bieżąco z kolejnymi wpisami, daj mi suba! :)
Znajdziesz mnie m.in. na facebooku i twitterze:

14 comments

  1. To u mnie z mocą było zupełnie odwrotnie: „bo mi kiedyś kumpel dał spróbować i to miało ze dwa procent!” i „nie no, więcej niż 7% to się nie da, chyba że spirytusu dasz”
    i do tego jeszcze: „to pewnie jest niegazowane jak te angielskie sikacze”

    A co do samego picia ciekawszych piw to kiedyś: „Piłem takie rewelacyjne piwo: Palm, no po prostu świetne było. No ale 4zł za małą butelkę, to przecież jakieś przegięcie” – i to są słowa gościa, który zarabia troszkę więcej niż średnią krajową…

  2. „A ja piję prawie codziennie” łomatko, a zaczynałem się bać że mam jakiś problem, bo tu koniec czerwca a mnie już licznik spożycia powyżej stu litrów. No ale podobno jestem większym alkoholikiem niż ci co przyjmują polskie „zero-siedem” na twarz w piątek i sobotę. Sam rzadko piję więcej niż 3 piwa jednego wieczoru bo bardziej niż kolejne piwo lubię nie mieć rano kaca…

  3. Mnie zawsze niszczy pytanie:
    – Ile wychodzi za wyprodukowanie jednego piwa?
    – To zależy jakie piwo robisz, i jakich składników użyjesz.
    – No ale tak mniej więcej, mniej niż 1 zeta??? 🙂

  4. Moje „ulubione” stwierdzenia mojego ojca, kiedy dawałem mu skosztować swoich wyrobów.
    Wszystko inne niż jasne pełne, „a to takie DAMSKIE piwo” (zniesmaczona mina).
    Ale zobacz tu masz dobre piwko (Harnaś) , za przystępną cenę – o i spójrz jakie klarowne.
    Ciemne (czarne) = niedobre!!! – nawet nie da się namówić żeby spróbował, boi się go bardziej niż diabeł święconej wody.
    Po kilku razach dałem sobie spokój z „edukowaniem” ojca, niektórym ludziom po prostu nie da się otworzyć oczu.

  5. U mnie w domu to chcieliby abym warzyl cos pokroju tyskiego, bo za gorzkie. Ale najczęstszym pytaniem to po za kapslowaniem to „jak to robisz, to piwo?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *