10 kroków, by przeżyć piwny festiwal jak szef!

Sezon festiwalowy w pełni, impreza goni imprezę, a każda z nich to spore przedsięwzięcie logistyczne dla organizatorów, ale także dla uczestników. Z tej okazji postanowiłem przygotować dla Was krótki poradnik, jak najlepiej przygotować się do tego typu imprezy. Myślę, że przynajmniej kilka z poniższych rad może się przydać, szczególnie tym, którzy jadą na festiwal w celu spróbowania jak największej ilości nowych piw.

1. Transport organizuj z dużym wyprzedzeniem, nocleg też.

Wyjazd na imprezy warto zaplanować znacznie wcześniej, choćby dlatego, że mając podany kalendarz imprez, można upolować naprawdę tanie przejazdy. Niewiele zabrakło, abym dzięki tej metodzie pojechał z Gdańska na trzy imprezy i z powrotem za łącznie 12 złotych. Zaoszczędziłbym zatem około 300 złotych na kosztach samego transportu. Tak by było, gdyby nie zmienił się termin Warszawskiego Festiwalu, przez który zaoszczędziłem „tylko” 200 zł.

Nie muszę chyba pisać, na co możesz wydać zaoszczędzone pieniądze.

Podobnie jest z noclegiem. Jeśli chcesz mieć komfortowo, blisko i względnie tanio, warto zająć się tym zaraz po zaklepaniu transportu.

2. Zrób rekonesans

Każdy festiwal z wyprzedzeniem podaje dokładny spis piw, zarówno serwowanych, jak i butelkowych. Warto z tego skorzystać i oddzielić piwa, których najbardziej chcemy spróbować, od tych, które nas interesują mniej lub wcale. W przypadku piw zagranicznych można posilić się portalami ratebeer.com lub beeradvocate.com.

Spróbuj też wybadać, które piwa są/będą względnie łatwe do zdobycia poza festiwalem, po jego zakończeniu. Z reguły na tego typu imprezach ceny są nieco zawyżone, poza tym nie ma sensu tracić czasu na coś, czego bez problemu będzie można spróbować innym razem.

3. Ustal swoje priorytety

Gdy już wybierzesz to, co najbardziej Cię interesuje, spróbuj dokonać podziału z uwagi na stopień pożądania. Ja zwykle dzielę piwa na trzy grupy: „shut up and take my money!”, „warto byłoby spróbować”, oraz „można, jeśli wystarczy czasu, sił i pieniędzy”.

Warto też oszacować prawdopodobieństwo, które piwa będą schodzić najszybciej. I od nich zacząć.

Jeśli masz w planie zakup piw butelkowych, warto załatwić to na samym początku, kiedy w sklepiku jest jeszcze pełna oferta. Minusem jest to, że jeśli nie ma szatni (a zwykle nie ma), to będzie trzeba nosić butelki na plecach przez całą imprezę. No, ale czego nie robi się dla dobrego piwa.

4. Kup wejściówkę w przedsprzedaży

Jeśli jest taka możliwość warto to zrobić, aby nie tracić cennego czasu na wyczekiwanie w  kolejce.

5. Przygotuj swój organizm

Oszczędzaj się dzień przed, dobrze się wyśpij, załatw wszystkie grubsze sprawy przed imprezą, odpowiednio wcześniej zrób sobie dobry podkład, tak aby nie być przejedzonym, ale też by nie zgłodnieć w trakcie imprezy. Pamiętaj też o wygodnym i praktycznym stroju, przede wszystkim obuwiu, bo prawdopodobnie czeka Cię kilka-kilkanaście godzin na nogach.

6. Przyjdź wcześniej

Jeśli nie chcesz, aby ominęło Cię to, co najlepsze, warto pojawić się na festiwalu od początku. A najlepiej jeszcze nieco wcześniej. Najważniejszy jest pierwszy dzień. Ewentualnie drugi, jeśli festiwal trwa trzy dni. Trzeci dzień raczej można sobie darować, bo z reguły jest to już tylko dobijanie rannych i spijanie piw niecieszących się największym zainteresowaniem.

7. Olej zasadę kolejności degustacji

To jest ważny punkt. Znana zasada kolejności degustacji mówi, aby zaczynać od najlżejszych, najjaśniejszych i najmniej chmielonych piw, a następnie sukcesywnie kierować się w górę.

Na festiwalu nie polecam.

Stosując tę metodę, zanim dojdziesz do np. odjechanego kwaśnego RIS-a leżakowanego w beczce, na którym Ci najbardziej zależy, to: a) będziesz już tak znieczulony, że mało co z niego zapamiętasz, b) już dawno go nie będzie.

Dlatego ja zalecam zacząć festiwal od piwa, znajdującego się na szczycie szczytów listy Twoich priorytetów. Choćby miało 30% alkoholu, było gęste jak smoła i gorzkie jak palec wyciągnięty z ucha. Ewentualnie można zacząć od czegoś lekkiego, a tego spróbować jako drugie. Zwlekać dłużej nie ma sensu.

W razie potrzeby, po degustacji zawsze można zrobić sobie krótką przerwę, przepłukać usta wodą, albo lekkim jasnym piwem. Ważne, żeby było to piwo o wyraźnie innym profilu smakowym od mocarnego poprzednika. Czyli np. po RIS-ie nie warto sięgać po dry stout, bo rzeczywiście może wydać nam się nijaki. Ale już APA powinna być jak najbardziej ok.

Ja z reguły na festiwalach piję naprzemiennie, czyli w dużym uproszczeniu: mocarz-cienkusz-mocarz-cienkusz. Dzięki temu po każdym mocnym piwie mogę się odświeżyć i zresetować kubki smakowe przed następnym.

8. Nie patrz na ceny

Wielu osobom ten punkt może się wydać kontrowersyjny, a więc już tłumaczę o co mi chodzi.

Oczywiście nie chodzi mi o to, aby ceny zupełnie ignorować. Zalecam jedynie, aby nie porównywać ich do cen rynkowych, lecz do budżetu, który przeznaczyliśmy sobie na imprezę. Na przykładzie, podczas imprezy z żetonami za 2 zł, 200ml polskiego piwa kosztuje trzy żetony, czyli w przeliczeniu 6 zł. W porównaniu do cen rynkowych jest to sporo, ale przy założeniu, że na imprezę przeznaczamy np. 100 złotych, czyli 50 żetonów, nie jest to aż tak wiele, bo będziemy mogli sobie pozwolić na aż 16 takich piw.

Podobnego syndromu doświadczamy podczas wakacji w kraju, gdzie wszystko jest droższe niż w Polsce. Przeliczając wszystkie ceny na złotówki krzywimy się, kiedy musimy kupić np. chleb za 8 złotych. Ale jeśli zapomnimy o polskich cenach i odniesiemy się do naszego budżetu, często okazuje się, że wcale nie jest to aż tak dużo.

9. Znajdź sobie kompana

Optymalną pojemnością piwa na festiwalu jest moim zdaniem 150-200 ml. Nie na każdym jednak serwowane są aż tak małe ilości. Dlatego dobrze jest dogadać się z kimś i brać jedno piwo na dwie lub nawet trzy osoby.

Jest to bardzo dobry sposób na zaoszczędzenie pieniędzy, czasu, zachowanie trzeźwości zmysłów, a przede wszystkim – na spróbowanie większej ilości różnych piw.

A jeśli jakieś piwo okaże się genialne, zawsze możesz wrócić i wziąć całe już tylko dla siebie.

10. Rób przerwy

Dopóki dobrze się czujesz, nie ma takiej potrzeby. Szkoda czasu. Jednak każdego prędzej, czy później dopadnie mały kryzys. Warto wtedy wypić szklankę wody, przewietrzyć się na zewnątrz, przekąsić coś, albo przycupnąć sobie gdzieś i chwilę odpocząć. Jeśli kryzys nie jest bardzo poważny, wystarczy po prostu przez jakiś czas powoli degustować tylko lekkie piwa.

Trzeba pamiętać, że chociaż grafik bywa napięty, do spróbowania jest dużo, a czasu coraz mniej, to nie ma sensu się przesadnie spieszyć. Bo lepiej jest czasem odpuścić sobie te kilka ostatnich piw z listy i nie tylko przeżyć, ale także opuścić piwny festiwal jak szef! Na własnych nogach.

Do zobaczenia na placu boju!

Ciekaw jestem, czy macie własne patenty na piwne festiwale. Jeżeli tak, podzielcie się nimi w komentarzach, może uda nam się wspólnie poszerzyć powyższą listę. 

Bartosz Nowak View more

Jeśli spodobał Ci się mój tekst, podziel się nim ze znajomymi, poprzez jeden z kanałów powyżej.
Będzie to dla mnie świetna nagroda i motywacja do dalszej pracy.
Aby być na bieżąco z kolejnymi wpisami, daj mi suba! :)
Znajdziesz mnie m.in. na facebooku i twitterze:

4 comments

  1. Moim szczwanym sposobem jest zabieranie butelki z wodą z wkrojonym korzeniem imbiru. Tałatajstwa tego używa się przy sushi do resetowania kubków smakowych, więc na piwny festiwal nadaje się jak ulał. 🙂

  2. Ogólnie ja polecam pić po każdym piwie szkalnkę wody, najlepiej z dobrym składem mineralnym, zwłaszcza magnezem. Przynajmniej u mnie ta zasada niweluje ból głowy dnia następnego ;). I tak na syndrom dnia poprzedniego genialnie jest na początku kolejnego festiwalowego dnia wypić jakiegoś owocowego kwacha:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *