Dlaczego nowy wadliwy Shark jest lepszy od „udanego” starego?

SharkKolaboranci znów wzbudzają emocje. Niestety znów negatywne. Koszmar diacetylu powraca i ponownie spędza sen z powiek widawskich piwowarów, którzy jednak tym razem, nauczeni doświadczeniem z Sępem, ostrzegli klientów jeszcze zanim piwo trafiło do szerokiej sprzedaży. Bardzo chętnie bym z tego ostrzeżenia skorzystał, ale nie oparłem się ciekawości i zakupiłem buteleczkę Sharka 2.0. Jedną. 

Pierwsza warka Sharka zebrała w piwnym środowisku bardzo dużo pochlebnych recenzji. Ja się ich naczytałem i napaliłem jak szczerbaty na suchary. W Toruniu mogłem o nim tylko pomarzyć, ale za sprawą kolegi z Poznania udało mi się zdobyć jedną jedyną buteleczkę. Niestety czar prysł po pierwszym łyku, a piwo okazało się moim największym rozczarowaniem roku. Dlaczego tak się stało przeczytacie tutaj.

Moje zastrzeżenia ograniczyły się właściwie do jednego, ale jakże ważnego. Piwu po prostu brakowało „ciała”. Tak wysoki poziom nachmielenia przy niecałych 12% ekstraktu spowodował, że goryczka praktycznie uniemożliwiała picie tego piwa z przyjemnością. W efekcie było ono bardzo słabo pijalne, wręcz męczące. Zawartość 0,33l sączyłem chyba przez dwie godziny i dopiero gdzieś koło połowy moje kubki smakowe przyzwyczaiły się na tyle, że mogłem w ogóle piwo dokończyć.

Mimo sporego zawodu postanowiłem, że jak tylko rekin powróci, to spróbuję go ponownie. Liczyłem po cichu na to, że Kolaboranci pójdą po rozum do głowy i nieco zmodyfikują recepturę nie tylko pod kątem nachmielenia do 100IBU, lecz także pod kątem pijalności i nadaniu swemu piwu nieco kręgosłupa.

W czasie oczekiwania na Sharka 2.0 napatoczyła się głośna afera z Sępem, który miał być romantycznym i niepowtarzalnym owocem walki rewolucjonistów o amerykańskie El Dorado, a okazał się maślaną bombą, która tą rewolucją nieco zachwiała.

Kiedy już się wydawało, że po świetnych warkach Borsuka 2.0 i Orki o Sępie nikt nie będzie pamiętał, Kopyr (twórca receptur Kolaborantów) zamieścił na swoim blogu filmik z zapowiedzą drugiej warki Sharka, i …koszmar diacetylu powrócił niczym Gołota na swoją kolejną ostatnią walkę. Należy jednak docenić szczerość, której zabrakło przy zapowiedzi Sępa, co z kolei doprowadziło do dosyć głośnej awantury w piwnym (pół)światku. Widać, że ktoś odrobił lekcje.

Shark

Pełen obaw otworzyłem butelkę. Z ujścia szyjki doszedł do mnie bardzo przyjemny aromat chmielowy z lekką maślaną nutą. Piwo owszem, wyraźnie pachnie diacetylem, ale nie tak intensywnie jak butelkowy Sęp, gdzie masło przykryło niemal całkowicie aromaty amerykańskich chmieli. Tutaj jest on na poziomie co najwyżej Sępa beczkowego, w którym maślany zapach był znacznie niższy i ustępował chmielom. W nowym Sharku diacetyl nie przykrywa całego bukietu, aromat amerykańskich chmieli jest wyraźnie wyczuwalny, choć niestety jest to tylko namiastka przepięknego zapachu, który mieliśmy w Sharku numer 1.

O ile obecność diacetylu znacznie pogorszyła zapach, o tyle według mnie bardzo pozytywnie wpłynęła na smak, który w pierwszej warce był płaski, wodnisty i niemożliwie gorzki. Tutaj po pierwsze, goryczka jest na całkiem akceptowalnym poziomie. Prawdopodobnie za sprawą nieco gorszej kondycji tegorocznych amerykańskich chmieli, choć diacetyl też na pewno swoje zrobił. Oczywiście wciąż jest znacznie ponadprzeciętna, mocna, wyraźna i trwała, ale tym razem przyjemna i przyswajalna. Po drugie, diacetyl dodał piwu nieco treściwości, której zdecydowanie brakowało w pierwszej wersji. Właściwie to dzięki niemu nie miałem wrażenia picia wody z kroplami żołądkowymi, tak jak za pierwszym razem. Shark 2.0 jest piwem znacznie bardziej pijalnym, łagodniejszym i (sorry Kopyr ;)) zbalansowanym. Dlatego też osoby, które nie piły pierwszego Sharka, i pół roku wyczekiwały na drugą warkę marząc o posmakowaniu słynnej przepotężnej goryczy, będą mocno zawiedzione. To jest zupełnie inne piwo, niż pite przeze mnie we wrześniu. Na szczęście dla nich już zapowiedziano awaryjną warkę numer trzy, która ma zrekompensować ten goryczkowy niedosyt.

Przy całym powyższym wywodzie należy jednak koniecznie pamiętać, że nowy Rekin, mimo iż jest smaczniejszy od pierwszego, to wciąż jest piwem ewidentnie wadliwym, a to, że paradoksalnie akurat w tym przypadku wady przeradzają się w zalety i mimochodem spełniają moje oczekiwania zawarte w recenzji pierwszego Sharka, jest zwykłym zbiegiem okoliczności lub wynikiem kolejnego błędu w sztuce piwowarskiej. Sam jako piwowar domowy wyznaję zasadę, że piwo jest udane wtedy, gdy jest zgodne z założeniami i oczekiwaniami twórcy, a zatem Sharka 2.0 należy traktować jako piwo nieudane.

Mimo, że pierwszy Shark mi nie smakował, uznawałem go za piwo wartościowe, gdyż wnosiło na nasz rynek coś nowego, wyróżniało się i było przykładem piwa naprawdę ekstramalnie nachmielonego. Drugi Shark mimo, że jest przyjemniejszy w odbiorze, już tej wartości dodanej nie posiada, co czyni go zwyczajnym przeciętnym, a przy okazji dodatkowo wadliwym Pale Ale. Dlatego też tym, którzy chcą posmakować prawdziwego Sharka radzę poczekać na trzecią warkę, natomiast tym, którzy lubią lekkie Pale Ale polecam poszukać sobie Pacifica z Artezana.

Na koniec pozostaje zadać sobie i Wam pytanie jak to wszystko wpłynie na sprzedaż oraz markę najmocniej goryczkowego i chyba najbardziej pożądanego polskiego piwa A.D. 2012. Czy nadwątlone zaufanie klientów, którzy po raz kolejny otrzymali wadliwe piwo w cenie piwa z najwyższej półki przetrwa kolejną próbę?

Bartosz Nowak View more

Jeśli spodobał Ci się mój tekst, podziel się nim ze znajomymi, poprzez jeden z kanałów powyżej.
Będzie to dla mnie świetna nagroda i motywacja do dalszej pracy.
Aby być na bieżąco z kolejnymi wpisami, daj mi suba! :)
Znajdziesz mnie m.in. na facebooku i twitterze:

8 comments

  1. Biorąc pod uwagę całokształt to wg mnie Sharka nie można nazwać inaczej niż porażką. Ewidentny diacetyl (chociaż chyba odrobinę mniejszy niż w Sępie) za cenę 12 PLN (Po Drugiej Stronie Lustra) to zdecydowane przegięcie. Na szczęście, PDSL umożliwia spróbowanie piwa i dzięki temu mogłem za 16 PLN wziąć zestaw Artezana (Brown Porter + Pacific).

  2. Niestety nie próbowałem Sharka do tej pory. Akurat nigdzie na nie nie trafiam ( u mnie w Breszku to w ogóle piwna posucha). Jednak ta recenzja jest chyba jedyną pozytywna która czytam. I jedyną która nie mówi wyraźnie że be i pić się nie da-tylko ze to nie do końca to o co chodziło-ale jest pijalne.

    • Tak samo jak moja recenzja pierwszego Sharka była jedną z nielicznych negatywnych. Pierwowzór był poprawny, taki jak założyli sobie twórcy, nie posiadał żadnych ewidentnych wad, ale dla mnie był niepijalny, przegięty. Nowy Shark jest z kolei wadliwy, twórcy są niezadowoleni, bo gorycz nie taka wysoka, piwo nie jest tak ekstremalne jakby chcieli, ale w efekcie piwo jest bardziej zbalansowane i pijalne. Ciężko tu jednoznacznie powiedzieć, która wersja jest dobra, a która zła. Na pewno z punktu widzenia sensoryki nowa wersja jest zła, bo ma ewidentne wady, natomiast z punktu widzenia przeciętnego konsumenta, moim zdaniem to nowa wersja jest znacznie bardziej przyswajalna. Musiałbyś sobie spróbować obu wersji, porównać i samemu ocenić, która z nich akurat Tobie lepiej smakuje. Bo różnią się one bardzo mocno.

  3. No ale tego się nie da juz zrobić. Pierwszego już nie ma. Mam nadzieje że uda mi się trafić gdzieś na 2 wersję i na 3 która już się robi.

    • Jeśli trzecia wersja będzie zbliżona do pierwszej, to będziesz miał szansę porównać. Ale jeśli Kolaboranci nie uporają się z problemem diacetylu, który ostatnio nagminnie pojawia się we wszystkich ich jasnych piwach, to na powtórkę z jedynki nie ma co liczyć.

  4. Diacetylu nie wyczuliśmy, ale piwo jest przechmielone, żeby pić je z przyjemnością i zbyt wodniste (w przeciwieństwie do Kuguara, który ma mięsistość).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *