Ciężkie życie i piwo na życie.

Kurz jeszcze dobrze nie opadł po browarze w Konstancinie. Nie zdążyliśmy otrzeć łez, a z półek sklepowych jeszcze nie zniknęła ostatnia partia Żytniego. Jeszcze nie zdążyliśmy porządnie zatęsknić za polskim piwem żytnim, a tymczasem na rynku pojawiają się jednocześnie aż trzy piwa uwarzone z udziałem tego niewdzięcznego, ale niezwykle ciekawego słodu.

To jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier tego roku. W dodatku podwójna. Nic więc dziwnego, że jak tylko dowiedziałem się, iż Apetyt na życie i Żytorillo dotarły do Gdańska, od razu wsiadłem na pedałowóz i pognałem do sklepu. Nawet zastanawiałem się przez moment, czy nie wybrać tramwaju i nie pognać do pubu, ale stwierdziłem, że jutro po Blog Forum Gdańsk będzie sporo czasu, żeby posmakować wersji beczkowych.

W ogóle to ciężka sytuacja jutro. Po zakończeniu części oficjalnej BFG stanę przed sporym blogerskim dylematem. Będę musiał odpowiedzieć sobie na zajebiście ważne i trudne pytanie.

GDZIE SIĘ LANSOWAĆ???

Czy na blogerskim afterku w Brovarnii wraz z całą śmietanką polskiej blogosfery? A może na bardziej kameralnej, branżowej imprezie, jaką jest premiera najnowszego dziecka AleBrowaru  w Cafe Lamus?

Obie opcje są bardzo pociągające. Z jednej strony jest szansa posmakowania takich specjałów jak beczkowe Brown Foot, Naked Mummy z Randalla, Żytorillo, Apetyt na Życie, czy Józefa 6 z Pracowni, oraz spędzenia miłego wieczoru z chłopakami z AleBrowaru i znajomymi z trójmiejskiego piwnego półświatka. Z drugiej jednak, równie ciekawie zapowiadająca się integracja z kwiatem polskiej blogosfery. Wiecie, ogrzewanie się w blasku Kominka i takie takie.

Jak widzicie, życie blogera nie jest wcale takie proste i kolorowe jakby się mogło niektórym wydawać.

Ale coś wymyślę.

A skoro już o życie mowa, to z uwagi, że dziś postanowiłem spędzić grzeczny wieczór w domu, przy meczu, zakupiłem sobie rzeczone dwa przysmaki z PINTY, w wersji butelkowej. Dawno nie pisałem o piwie – pomyślałem  – dawno nie pisałem w ogóle – pomyślałem mocniej – ręka już trochę świerzbi, pomysłów przybywa, najwyższy czas coś fajnego spłodzić. Bardzo możliwe, że już dziś nikt więcej o tych piwach nie napisze, więc warto też przetrzeć szlaki przed jutrzejszym zalewem recenzji najnowszych piw PINTY. 😛

Właśnie wybrzmiewa hymn Słowacji, jestem mniej więcej w połowie Apetytu na Życie i muszę przyznać, że trochę się przeliczylem, bo myślałem, że wystarczy mi tego piwa na całą pierwszą połowę.

Piwo zaskakuje tuż po otwarciu. Przy nalewaniu ma się wrażenie, że wlewa się do kufla jakąś gęstą ciecz o konsystencji soku bananowego. Piwo jest bardzo gęste, strasznie mętne, wygląda jakby można było je jeść łyżką. (konstancińskie Żytnie aż takie nie było)

Apetyt_na_zycie

1. Producent zaleca pękaty kufel z grubego szkła, ale ja tam wolę tradycyjne szkło do Roggena z… Warki 🙂 2. Tip dla piwowarów domowych: zauważyliście w składzie Carafę I? 🙂

Aromat przypomina klasyczną pszenicę, podrasowaną nutami chlebowymi i lekko kwaskowymi. Wszystko w normie – piwa żytnie są nieco kwaskowe. Co zaskakuje, to dość wyraźna nuta chmielowa.

Piwo w odczuciu jest jak gęstwa, jak połączenie rozwodnionego kisielu do picia, który serwowano nam w przedszkolu, z sokiem bananowym. Nie jest to w żadnym wypadku zarzut. Piwo jest niezwykle gładkie, kremowe, pełne, okrągłe, wręcz kleiste. Można je śmiało zjeść na śniadanie i myślę, że wypełniłoby żołądek na jakiś czas. Kolejne zaskoczenie – goryczka. Bardzo wyraźna, jak na ten styl to wręcz porażająca, długo pozostająca na finiszu, ale jakby się tak dłużej zastanowić, to bardzo potrzebna, bo przy tak solidnym, gęstym, słodowym ciele, stanowi bardzo fajną przeciwwagę. Spodziewałem się większej kwaśności w smaku i może większych walorów orzeźwiających, które pamiętam choćby z Żytniego Konstancina, ale i bez tego piwo uważam za bardzo smaczne, ciekawe i warte spróbowania, również z powodów edukacyjnych, gdyż doskonale ukazuje, co słód żytni potrafi wnieść do piwa i dlaczego warto go stosować, pomimo katorżniczej filtracji.

Ok, apetyt zażegnałem, ale powiedzmy sobie szczerze, to nie w nim upatrywałem gwiazdy dzisiejszego wieczoru. (W naszych piłkarzach, którzy właśnie stracili bramkę też nie.)

Prawdziwą gwiazdą ma być piwo, o którym sami twórcy napisali, że „przecina mózg na pół”. A PINTA wcale nie słynie z jakichś szczególnie narcystycznych wynurzeń.

zytorillo

Na przegrychę producent poleca m.in. burgery wołowe. Ale biedronkowe Top Chips o smaku wieprzowiny słodko-kwaśnej też dają radę. Cóż, póki co jestem jeszcze biednym blogerem…

Piwo znów wlewa się jak jakiś gęsty sok przecierowy, tym razem jednak o zdecydowanie ciemniejszej, brunatnej barwie, ale równie mętne jak poprzednik. Przy nalewaniu tworzy się piękna piana, znakomicie odmierzająca na szkle każdy kolejny łyk.

Aromat zdecydowanie chmielowy, dociera do nozdrzy chwilę po otwarciu butelki. Jest zniewalająco piękny i przyjemny. Fantastyczne połączenie nut żywicznych, leśnych z owocami, oraz czekoladowo-chlebowym tłem słodowym. Kojarzy mi się z czekoladowymi ciasteczkami z owocami, albo z Pieguskami (pamiętacie? takie z kawałkami czekolady i orzechów) zajadanymi w lesie pod sosną. Coś w tym stylu. 🙂

W smaku już nie jest tak słodko. Gęsta, palona, czekoladowa ciecz z potężną chmielową, żywiczną goryczką na poziomie 68 IBU. Nieco kwaskowa, ale raczej od słodów palonych, nie żytnich, lekko popiołowa, ale nie gryząca. Jak najbardziej w normie. Świetne, esencjonalne, gęste, potężne piwo. Nie zawiodłem się ani trochę.

Cieszę się, że kupiłem te piwa, cieszę się, że degustowałem je i pisałem ten tekst podczas meczu polskiej repry, bo przynajmniej nie musiałem patrzeć na tę kolejną żenadę.

Idę lulu w dobrym nastroju, mocno podniecony na myśl o jutrzejszym dniu. Mam nadzieję, że będę w stanie zasnąć. Polecam jutro i w niedzielę śledzić mojego Instagrama oraz Facebook, gdzie z pewnością będę często publikował rozmaite zdjęcia i wrażenia z Blog Forum Gdańsk, a także z premiery Brown Foot w Cafe Lamus. Miłej nocy! 🙂

Aha, jakby ktoś był zainteresowany, to cała oficjalna cześć BFG będzie transmitowana na żywo w internecie! (gdzieś tu) Zachęcam do śledzenia, może mnie gdzieś tam wypatrzycie, a może sami połkniecie bakcyla i zaczniecie pisać własnego bloga! Byle nie piwnego – limit zajebistych piwnych blogerów jest już wyczerpany.

Przeze mnie. 😉

Bartosz Nowak View more

Jeśli spodobał Ci się mój tekst, podziel się nim ze znajomymi, poprzez jeden z kanałów powyżej.
Będzie to dla mnie świetna nagroda i motywacja do dalszej pracy.
Aby być na bieżąco z kolejnymi wpisami, daj mi suba! :)
Znajdziesz mnie m.in. na facebooku i twitterze:

2 comments

  1. Pingback: Piwne gwiazdy i czarne dziury 2013 – wyniki plebiscytu! | Małe Piwko Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *