Chmielaton 2.0

Długo czekałem na to wydarzenie. Na pierwszej edycji Chmielatonu mnie nie było i niewiele brakło, a i drugiej bym nie zaliczył. Z powodów rodzinnych nie mogłem uczestniczyć w pierwszych dwóch dniach, za to zdołałem dotrzeć na niedzielę i przejść całą trasę w jeden wieczór.

Zacząłem około 17.00, w Browarze Piwna. Pustki w lokalu świadczyły o tym, że największe oblężenie Chmielaton 2.0 ma już za sobą. W to mi graj. Nie lubię tłumów, w szczególności gdy w grę wchodzi degustacja piwa. Odebrałem kartę na pieczątki, zamówiłem pszenicę, skręciłem kilka ujęć i zabrałem się do degustacji przy książce.

Od początku wiedziałem, że plan samotnego przejścia Chmielatonu się nie powiedzie i na szczęście miałem rację. Co chwila spotykałem znajome twarze, z którymi zaliczałem poszczególne etapy wycieczki.

Drugie piwko wypiłem w lokalu Bruderszaft przy ulicy Długiej. Było to jedno z czterech miejsc na trasie, w których nigdy wcześniej nie byłem. W ofercie dominowały piwa czeskie, choć bez jakichś szczególnych fajerwerków. Miałem szczęście, bo załapałem się na końcówkę ostatniej beczki Chlumeckiego Vita – czeskiej pszenicy, jedynego piwa w ofercie, którego nie znałem. Przyjemne miejsce, do którego na pewno jeszcze kiedyś wrócę, i to niekoniecznie przy okazji kolejnego Chmielatonu.

Następny przystanek, to sąsiadujące ze sobą dwa puby: U Szkota i Flisak’76. W obu również byłem po raz pierwszy. Szkot zdobył moje serce brytyjskim klimatem, bardzo sympatyczną i rozmowną obsługą i oczywiście szkockimi ejlami z pompy. Flisak również okazał się sympatycznym miejscem, zdominowanym przez piwa czeskie. Za sprawą miłej i dobrze znającej się na piwie barmanki oraz znajomych dałem się namówić na półlitrowe piwo z butelki. Piwo z butelki zdarza mi się pić w pubie niesłychanie rzadko i muszę przyznać, że potem trochę żałowałem, bo piwo Demon nie do końca trafiło w mój gust. A na kranie był np. Primator Hefe-Weizen.

Po klasycznym wstępie postanowiliśmy łyknąć trochę nowej fali i udaliśmy się w okolice chmielowego trójkąta, czyli trzech (Lawendowa 8, Lamus, Pułapka) położonych blisko obok siebie lokali z dobrym piwem. W Lawendowej na warsztat poszedł świetny Crazy Mike z AleBrowaru, a w Pułapce równie dobry 6 Joseph’s Street z Pracowni Piwa.

Kolejny przystanek to już pobliska kolebka Chmielatonu – Degustatornia. Tam już o tej porze zabawa kwitła w najlepsze. W ogródku piwnym pokaz warzenia piwa, oraz trenujący mistrzowie „Zośki”, sporo znajomych i sporo dobrego piwa do wyboru, toteż, po powierzchownej ocenie mojego stanu i upewnieniu się, że mam jeszcze zapas na małe piwa na dwóch ostatnich przystankach, w Degustatornii zatrzymałem się nieco dłużej. Najpierw spróbowałem Cascadian Dark Ale – Galaktyka Pivnix z nowego Browaru Podgórz, która okazała się być bardzo smacznym piwem, ale ni cholery nie tym, czym miała być. Drugim piwem w Degu było Oki Doki z Pinty – bardzo lekkie, o sporej goryczce.

Po zmierzchu stwierdziliśmy, że trzeba powoli kończyć to, co się zaczęło, a przedłużająca się wizyta w Degustatornii skutecznie tę perspektywę nam oddalała. Udaliśmy się więc do przedostatniego punktu naszej wyprawy, dość mocno ukrytego między budynkami, klubu LOFT. Tam również dominowały piwa czeskie i również na szczęście udało mi się znaleźć jedno, którego wcześniej nie piłem. Jiskra Bitter Cream Ale okazała się być całkiem przyjemnym, lekkim i sesyjnym piwem.

Z racji późnej pory nie zabawiliśmy w LOFTcie zbyt długo i czym prędzej pognaliśmy na koniec naszej trasy, który wyznaczał Browar Lubrow. Kto śledzi tego bloga dłużej niż pół roku, ten zapewne wie, że to nie jest moje ulubione miejsce na piwnej mapie Gdańska, niemniej perspektywa spróbowania ich Weizenbocka skutecznie zachęcała mnie do tej wizyty, mimo nie do końca pasującego mi klimatu lokalu. Piwo okazało się całkiem niezłym przedstawicielem stylu, wypiłem je ze smakiem i dość szybko, podziwiając przy okazji nowiutką i lśniącą kartę Chmielatonu.

Będąc uczestnikiem Chmielatonu po raz pierwszy, wiem już co mieli na myśli znajomi, kiedy po pierwszej edycji mówili mi: „Żałuj, że Cię nie było.” Jest to rewelacyjna inicjatywa, świetna impreza z dużym rozmachem, fajnymi ludźmi i wspaniałym klimatem. Już nie mogę się doczekać kolejnej edycji, mam nadzieję, że tym razem wreszcie będę mógł być obecny też na początku imprezy i niewykluczone, że wtedy przejdę ją więcej niż raz.

Bartosz Nowak View more

Jeśli spodobał Ci się mój tekst, podziel się nim ze znajomymi, poprzez jeden z kanałów powyżej.
Będzie to dla mnie świetna nagroda i motywacja do dalszej pracy.
Aby być na bieżąco z kolejnymi wpisami, daj mi suba! :)
Znajdziesz mnie m.in. na facebooku i twitterze:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *