People are strange, when you’re a Stranger…

antywalentynkiNadchodzi święto miłości, pluszowych serduszek i siedzenia w kinie. Ja zamiast się kochać i oglądać rzewne filmy postanowiłem sklecić dla Was małą recenzję. I wcale nie dlatego, że jestem samotny i nie mam co ze sobą zrobić. Ja po prostu mam alergię na punkcie wszelkich zbiorowych histerii, błędnie przez niektórych określanych mianem „świąt”.

Ludzie są dziwni. Ta myśl nachodzi mnie co jakiś czas, najczęściej przy okazji celebracji niektórych świąt, które sami sobie wymyśliliśmy, a które paradoksalnie tę celebrację nam bardzo utrudniają. Niby jesteśmy najbardziej rozwiniętymi istotami żyjącymi na tej planecie, a tu jednak okazuje się, że pierwotny instynkt stadny wciąż jest u nas zakorzeniony bardzo głęboko. Weźmy na przykład takie Święto Zmarłych. Nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego prawie 40 milionów ludzi mieszkających w naszym kraju musi nawiedzać cmentarze akurat w jednym konkretnym dniu. Wszyscy naraz? Naprawdę? Rok ma 365, czasem 366 dni. Jaki jest sens pchać się w to samo miejsce w tym samym czasie, co masa innych ludzi? Analogiczna sytuacja w PKP od razu jest w mediach okrzyknięta skandalem i burdelem, tyle, że tam wyboru nie ma. Jak trzeba gdzieś jechać to trzeba, i tyle. Ale to samo na cmentarzu, to już jest święto. Czy naprawdę nie można odwiedzić grobów bliskich dwa dni później, lub wcześniej, niż inni?

Podobnie, choć gorzej, sprawa wygląda z walentynkami. O ile Święto Zmarłych ma jeszcze jakieś sensowne uzasadnienie, duchowy wymiar i często jest jedyną motywacją do odwiedzin rodzinnych grobów na drugim końcu Polski, o tyle to całe „święto” zakochanych to nic, jak tylko balon pompowany przez wytwórców poduszek serduszek, lizaków buziaków, misiów pysiów i kiczowatych filmideł. Biznes Psze Państwa. Nic więcej. Ktoś sobie przez parę dni nabija kabzę, żerując na naszej wielkiej miłości, żeby przez resztę roku leżeć wentylem do góry i popijać drinki z parasolką.

A jaką my mamy korzyść z tego pseudoświęta? Co z tego, że raz w roku, 14 lutego mąż kupi żonie bombonierkę i zabierze ją do kina, skoro przez pozostałe dni pije, tłucze ją i wyzywa? Z drugiej zaś strony, jeśli jej nie tłucze, tylko ją kocha, lubi i szanuje na co dzień, to takie święto nie jest do niczego potrzebne, bo jako szczęśliwa para celebrują je każdego dnia.

Dlatego też jestem zdecydowanym zwolennikiem celebracji świąt indywidualnych zamiast masowych. Po pierwsze, czcijmy nasze własne święta: rocznice, urodziny, imieniny, zaręczyny, etc. Po drugie, kochajmy się wtedy, kiedy mamy na to ochotę, a nie kiedy każe nam to robić kalendarz, albo sprzedawca serduszek na straganie przy dworcu.

W tym miejscu miała być recenzja piwa Stranger American Pale Ale z browaru Left Hand, a przez przypadek wyszedł mi felieton zupełnie niezwiązany z tematyką bloga, dlatego postanowiłem rozdzielić te dwa byty i recenzję umieszczę w kolejnym wpisie jutro.

Bartosz Nowak View more

Jeśli spodobał Ci się mój tekst, podziel się nim ze znajomymi, poprzez jeden z kanałów powyżej.
Będzie to dla mnie świetna nagroda i motywacja do dalszej pracy.
Aby być na bieżąco z kolejnymi wpisami, daj mi suba! :)
Znajdziesz mnie m.in. na facebooku i twitterze:

3 comments

  1. to samo można by powiedzieć i świętach bożego narodzenia, różnica taka że tam jest wolne i jest z nami trochę dłużej, a w zasadzie to samo: prezenty, gadżety, choinki, zakupy, promocje itd. Mam gdzieś walentynki, i w sumie każde inne święta, ale się ich nie czepiam (chociaż nie znoszę tego zadęcia), jak ludzie chcą sobie świętować, to niech sobie świętują. Każda okazja dobra, a tu dla faceta nie ma tłumaczeń, że zapomniałem, zapracowany byłem czy inaczej. Dla wielu kobiet jest to jedna z niewielu okazji w roku na to by poczuć się wyjątkowo, bo nie oszukujmy się: nie każdy tak jak ty okazuje swoją miłość codziennie i bez okazji.
    p.s. jest jeden wielki pozytywny aspekt walentynek, w ogólnie przyjętej konwencji i masowym szale, łatwiej jest wyjść nieśmiałym z szafy i wyznać komuś uczucie.

  2. Pingback: Randka w ciemno – Stranger American Pale Ale z browaru Left Hand | Małe Piwko Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *