nobody-cares

Nikogo nie obchodzi, że nie stać cię na piwo.

Jakoś tak wyszło, że w ostatnim czasie wzmożyły się dyskusje na temat cen topowych piw. Nie, żeby wcześniej ich nie było, towarzyszą nam od pierwszej warki Ataku Chmielu, ale po akcji z Imperium Prunum, zapowiedzi sugerowanej ceny Samca Alfa i wysypie porterów bałtyckich z okazji Baltic Porter Day 2017, w piwnym światku nie mówi się prawie o niczym innym, tylko o cenach.

I nie ma w sumie w tym nic dziwnego. Powracają przecież grube sztosy sprzed roku, jest duże ciśnienie na ich zdobycie, portfele pewnie jeszcze odczuwają świąteczno – sylwestrowe szaleństwa, a tu się okazuje, że ceny tych piw są nieco inne niż te, do których zdążyliśmy się przyzwyczaić przed rokiem. A przecież są też jeszcze nowe piwa, które chcą dorównać im kroku.

Nic dziwnego również, że sporo osób przekalkuluje swoje wydatki i dojdzie do wniosku, że tym razem jakoś się bez tego czy innego piwa obejdzie.

Jest jednak w tym wszystkim coś, czego kompletnie nie rozumiem.

Ludzie, którzy publicznie wylewają żale, że dane piwo jest dla nich za drogie.

No to po prostu jest jakaś plaga. Praktycznie nie ma posta z nowym piwem browaru, nową dostawą do sklepu, aktualizacją beczek na kranach w pubie, pod którym nie pojawiłby się jakiś płaczliwy komentarz, że drogo, że zdzierajo i że nie będzie kraftowiec pluł nam w twarz. Oczywiście mowa o tzw. „sztosach”, czyli piwach z górnej półki, rzadkich i pożądanych.

Żeby było jasne, jak najbardziej rozumiem, że dla kogoś jakieś piwo może być za drogie lub niewarte swej ceny. Sam tak wiele razy mam. Może niekoniecznie z piwem, ale z innymi rzeczami. To normalne, że jak coś jest w moim odczuciu za drogie, albo mnie na to w obecnej chwili nie stać, to tego po prostu nie kupuję. I tyle. Nie wyzywam szefa kuchni w restauracji, że muszę zamówić bezglutenowe pierożki zamiast steka, nie pluję na witrynę salonu Porsche za każdym razem kiedy koło niego przechodzę, nie mówię kasjerce w odzieżowym, że kupię te dżinsy jak zrobi mi loda, bo inaczej to one nie są warte swojej ceny.

No dobra, może te pierożki to nienajlepszy przykład, bo cena akurat podobna. Ale wiecie o co chodzi.

Po prostu. Jak coś jest dla mnie za drogie to tego nie kupuję. A jak mi na tym bardzo zależy, to myślę, co musiałbym zrobić, żeby w przyszłości móc sobie na to pozwolić.

W żadnym jednak wypadku nie jestem w stanie pojąć logiki ludzi wypisujących te swoje durne lamenty na profilach browarów, sklepów, pubów, blogach, grupach i cholera wie gdzie jeszcze.

Czego oczekujesz? Że sklep odpisze: „Tak, szanowny Panie, ma Pan całkowitą rację, dlatego specjalnie dla Pana obniżymy cenę naszego superduper piwa o połowę, ponieważ jest Pan dla nas takim cennym i kurwa wyjątkowym klientem.”?

No nie, kurwa, nie jesteś.

Nie kupisz ty, to kupią inni. Bez zbędnego bóldupienia. Ziemia dalej się będzie kręcić, słońce zajdzie, potem znowu wzejdzie i już nikt nie będzie pamiętał o twoich dolegliwościach w okolicach okrężnicy. A jeśli będzie, to tym gorzej dla ciebie, bo zaczniesz być kojarzony jako natrętna męczybuła.

Każdy ma prawo wycenić swój towar jak chce. A ty masz prawo tego towaru nie kupić, jeśli uznasz jego cenę za zbyt wysoką. I dopiero kiedy inni też go nie kupią, będzie to oznaczało, że piwo realnie jest za drogie. I dopiero wtedy producent czy sprzedawca będzie musiał rozważyć zmiany, albo zostać z towarem na półce.

Także tak. Albo się musisz pogodzić z taką ceną jaka jest (skuteczne), albo liczyć, że piwo się nie sprzeda (ryzykowne). No, zawsze też możesz zacząć wzywać ludzi do bojkotu, ale… to jest chyba nielegalne.

Poza absolutną bezcelowością jest jeszcze jedna rzecz, której nie potrafię pojąć w publicznym użalaniu się nad sobą – absolutny brak wstydu.

Może jestem jakiś dziwny, ale jeżeli mnie na coś nie stać, to jest mi z tym tak trochę niezręcznie. Na tyle niezręcznie, że wolałbym się tym nie chwalić. Na przykład, gdyby znajomi zaproponowali mi wycieczkę, której koszt nie daje rady zamknąć się w moim aktualnym budżecie, prawdopodobnie znalazłbym jakąś wymówkę, bo po prostu głupio by mi było przyznać się, że jestem za biedny.

Nie mam więc pojęcia skąd w ludziach ta potrzeba informowania świata o tym, że nie kupią, że ich nie stać, że mają inne wydatki, że dla nich za drogo. Żeby chociaż dodawali do tych komentarzy swój nr konta, to ok, miałoby to może jakiś cel. Ale tak?

Mi by było wstyd.

Bartosz Nowak View more

Jeśli spodobał Ci się mój tekst, podziel się nim ze znajomymi, poprzez jeden z kanałów powyżej.

Będzie to dla mnie świetna nagroda i motywacja do dalszej pracy.

Aby być na bieżąco z kolejnymi wpisami, daj mi suba! :)

Znajdziesz mnie m.in. na facebooku i twitterze:


19 comments

  1. Mi nie jest wstyd. Kormoranowi bym zapłacił, bo piwo jest świetne. A gdyby mi nie odpowiadała cena KORMORANA, to siedziałbym cicho. Ale cwaniakom z Makro i hurtowni, podbijającym cenę o 300%+ mówię stanowcze nie i gardzę nimi.
    A na premierę Samca idę. Bo wiem, że kasa trafia do twórców świetnego piwa. Jest tego warte.

  2. Sytuacja z Prunum uświadomiła mi, że powinienem poszukać takich jak ja laików i wspólnie zorganizować jakiś symboliczny bottle-sharing. Tak po prostu, żeby za 50-60 zł spróbować 3-4 wyjątkowych piw zamiast jednego, na które nie mogę lub zwyczajnie w tej cenie nie chcę sobie pozwolić. Jęczybólenie to sport narodowy, a jak jeszcze można komuś (browarowi, sklepowi, pubowi) jednoznacznie dowalić… aż człowiek ma ochotę się porządnie rozgrzać przed wylewaniem żalu 😀

  3. Sytuacja z Prunum uświadomiła mi, że powinienem poszukać takich jak ja laików i wspólnie zorganizować jakiś symboliczny bottle-sharing. Tak po prostu, żeby za 50-60 zł spróbować 3-4 wyjątkowych piw zamiast jednego, na które nie mogę lub zwyczajnie w tej cenie nie chcę sobie pozwolić. Jęczybólenie to sport narodowy, a jak jeszcze można komuś (browarowi, sklepowi, pubowi) jednoznacznie dowalić… aż człowiek ma ochotę się porządnie rozgrzać przed wylewaniem żalu 😀

  4. …to nie zmienia faktu, że żaden porter z suszem nie jest wart więcej niż 30 zł. Tymczasem w sklepach to piwo leżało w cenach 49-90 zł. W tej cenie to się kupuje 3 wybitne piwa, a nie jakiś porter, który nawet w beczce nie leżał. Amen.

  5. Skoro leżało w takich cenach i ktoś to kupił, to znaczy że dla kogoś jednak było warte 90 zł. Podstawowe prawo rynku, produkt jest wart tyle ile ktoś za niego zapłaci. Skąd wniosek, że 30 zł to górna granica? Może dla ciebie, dla mnie zresztą też dlatego po prostu go nie kupię przy następnej okazji 😉

  6. Bartek ja odebrałem to inaczej. Nie mówię, że wszyscy, ale myślę że większość osób wylewając żale nad ceną IP miała na myśli to, że dla nich cena jest nieadekwatna do tego co jest w butelce. Tu nie chodzi o to, że ich nie stać sensu stricto (choć oczywiście nie wszystkich będzie stać). Stać ich, ale nie kupią go za taką cenę, bo np wolą sobie kupić w zamian 3-4 piwa na podobnym poziomie. Zapewne każdy z tych użalających się nad sobą ma w portfelu te 5 dych, czy stówę, ale nie wyda tego na to konkretne piwo, bo rozum podpowiada im, że to za drogo.

  7. Bartosz, dla Panów z makro jesteście zwykłymi ŁOSIAMI którzy łyknęli całą tą spekulację… żałuje tylko że warki limitowanych piw wychodzą w ilościach zbliżonych do ilości piwnych łosi… Jak można wstydzić się, że się niema na coś – strasznie to ubogie jak intelekt gimbusów…

  8. Meh. Mnie nie boli te 56 złociszy, które zapłaciłem w sklepie, którego nazwę pominę.

    Mnie nawet nie boli to, że Ty, Bartku, zapłaciłeś tylko 27 (bo mówiłeś, że po tyle było w Smaku).

    Mnie boli to, że „mój” sklep dostał w takiej samej cenie co „Twój”, a nawet początkowo wystawił za 28, ale widząc popyt, szybciutko podniósł x2, do 56. Zarobił sklep, a nie browar. Dostał, dał marżę kilkaset %, sprzedał, czysty zysk. Nie warzył testowych warek, nie kupował surowców, nie zajmował sobie tanka leżakowego przez rok, nie płacił marketingowcom za nakręcenie hajpu, za projekt, za kartoniki i pierdyliard innych rzeczy. To mnie boli.

    Gdyby zarobił browar, nie miałbym żadnych uwag.

  9. A ten wpis to nie jest taki „ból dupy” ? Kolokwialnie mówiąc? Gdyby spojrzał Pan na sprawę windowania cen i narzucania absurdalnych marż z perspektywy piwowara czy kogoś, kto naprawdę „siedzi w branży” i wie co tam się dzieje w rzeczywistości to uważam , ze Pański wpis nigdy nie powstałby.

  10. pewnie ten lament stąd, że raz i dwa po opinii , bezstronnego ‚ blogera kupili shit za gruba kasę , zróbcie porządek w swoim światku potem czepiajcie się klienta

  11. Zgadzam się, nie chcesz nie kupuj. Przykład: Artezan Too Young To Be Herod 2015 – 10 zł. Too Young To Be Herod 2016 – 16 zł. Dziękuję, nie biorę.

  12. No to jak to w końcu jest? Jeśli chodzi o inne produkty, często droższe niż piwo, można w internecie podyskutować o cenach, ich relacji w stosunku do jakości bez złośliwych komentarzy. W przypadku kraftu to już nie? Z wdzięczności w rękę całować Szanownego Pana Piwowara i dziękować losowi? Bo można przez chwilę poczuć się super, pijąc drogie piwo? Na tle innych branży wyraźnie widać, że tzw. kraft ma najgłupszych klientów, co zresztą zagrywka sieci Makro dobitnie udowadnia. Blogerów to jeszcze rozumiem, im się taka głupawka przekłada na kliknięcia, ale takie szare Januszki, cieszące się że ich robią w konia – nie ogarniam.

  13. Można nie kupić bez ujadania – ale od tego są Social Media FB,Twitter,Insta, Wykop -> aby podzielić się swoimi nieprzemyśleniami – niektórzy robią to regularnie jak np. blogerzy.

    Bo przecież możnaby też nie ujadać na tych co ujadają ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *